Magia zakupów...
Zdarza mi się wyskoczyć do jednego z marketów. Wiem to błąd, ale tylko tam jest świeże peperoni. I to jest czas na obserwację pewnych zjawisk. Już pomijam fakt, że ludzie się zachowują jakby miał nastąpić jakiś atak nuklearny i biorą 50 kg cukru oraz tonę krupczatki. Po co- nie wiem. I wśród tej masy ludzi zawsze się trafi rodzynek. Boski kurwa dżolero z ondulacją na brylantynę. Na szyi oczywiście keta kupiona na dworcu PKP w budzie z pamiątkami. W łańcuch wplątana wełna z klaty. Wszystko widać jak na obrazku, bo 3 guziki uchylone. Na dole osiem wyrwanych bo bęben taki jak grucha do transportu cementu. A przecież trzeba upchnąć dwójkę debilątek do beemki e-36 z dwudziestego wieku. Trzydrzwiowej dodajmy. Dżolero ma u boku coś z plastiku. Coś co gada i jest wbite w odzież po czterolatku. To samica dżolera, najczęściej Pati. Ona ma wydziarany tribal nad gaciami, bo w niektórych kręgach to nobilituje i poprawia sytuację w alkowie. Oprócz dziarunku Patka ma uniwersalne obuwie na trzydziestocentymetrowych obcasach. Idealne do sklepu, w góry oraz nad morze. Ondulacja na lakier który jest użyty w takiej ilości, że w razie czołówki ze Starem to kierowca ciężarówki ginie na miejscu. Zazwyczaj dżolero i jego samica przybywają na shopping z potomstwem. Najczęściej jest to dwójka drobiazgu od góry do dołu odziana w najki. I mają imiona których nie ma i długo nie będzie w kalendarzu. Na przykład Koko i Kaszmir co w tłumaczeniu na polski daje Kurę i Koszmar. Dżolero ma w chacie plazmę z czasów kiedy kosztowały po 30 tysi, ale jeszcze 92 raty i będzie jego. Tak jak Pati. Plazma ciągnie tyle prądu, że oglądają tylko trudne sprawy. W weekend obowiązkowo grill z innymi osobnikami tego gatunku. Wtedy dżolero przelewa żołądkową gorzką do flaszki po dżonym łokerze. I tak nikt nie odróżni, bo goście też przynoszą przelewane. Na grillu skwierczy karkówka z kością oraz zwyczajna troszeczkę zielona, ale to pewnie przez majeranek. Ogólnie wybór siedmiu serdelek w przypadku dżolera trwa około 4 godzin podczas których ekspedientka ma ochotę dopuścić się poczwórnego mordu. Jak już padlina kupiona to jeszcze dżolero bierze ośmiopak "Tatry" i zapierdala do kasy z całym tałatajstwem. Jeżeli jest trzeci w kolejce to już strzępi ryja i domaga się natychmiastowej rozmowy z kierownikiem. Sytuację łagodzi Patka, bo ona ma sposoby. Dżolero podbija do taśmy przy kasie i chyłkiem podaje kasjerce kartę lojalnościową, bo zbiera już sześć lat punkty na waniliowy zapach do beemki. Potem wyciąga plik banknotów, które zebrał po rodzinie żeby błysnąć jak chiński ksenon. A ja mam peperoni i zjebany dzień 😋
Zdarza mi się wyskoczyć do jednego z marketów. Wiem to błąd, ale tylko tam jest świeże peperoni. I to jest czas na obserwację pewnych zjawisk. Już pomijam fakt, że ludzie się zachowują jakby miał nastąpić jakiś atak nuklearny i biorą 50 kg cukru oraz tonę krupczatki. Po co- nie wiem. I wśród tej masy ludzi zawsze się trafi rodzynek. Boski kurwa dżolero z ondulacją na brylantynę. Na szyi oczywiście keta kupiona na dworcu PKP w budzie z pamiątkami. W łańcuch wplątana wełna z klaty. Wszystko widać jak na obrazku, bo 3 guziki uchylone. Na dole osiem wyrwanych bo bęben taki jak grucha do transportu cementu. A przecież trzeba upchnąć dwójkę debilątek do beemki e-36 z dwudziestego wieku. Trzydrzwiowej dodajmy. Dżolero ma u boku coś z plastiku. Coś co gada i jest wbite w odzież po czterolatku. To samica dżolera, najczęściej Pati. Ona ma wydziarany tribal nad gaciami, bo w niektórych kręgach to nobilituje i poprawia sytuację w alkowie. Oprócz dziarunku Patka ma uniwersalne obuwie na trzydziestocentymetrowych obcasach. Idealne do sklepu, w góry oraz nad morze. Ondulacja na lakier który jest użyty w takiej ilości, że w razie czołówki ze Starem to kierowca ciężarówki ginie na miejscu. Zazwyczaj dżolero i jego samica przybywają na shopping z potomstwem. Najczęściej jest to dwójka drobiazgu od góry do dołu odziana w najki. I mają imiona których nie ma i długo nie będzie w kalendarzu. Na przykład Koko i Kaszmir co w tłumaczeniu na polski daje Kurę i Koszmar. Dżolero ma w chacie plazmę z czasów kiedy kosztowały po 30 tysi, ale jeszcze 92 raty i będzie jego. Tak jak Pati. Plazma ciągnie tyle prądu, że oglądają tylko trudne sprawy. W weekend obowiązkowo grill z innymi osobnikami tego gatunku. Wtedy dżolero przelewa żołądkową gorzką do flaszki po dżonym łokerze. I tak nikt nie odróżni, bo goście też przynoszą przelewane. Na grillu skwierczy karkówka z kością oraz zwyczajna troszeczkę zielona, ale to pewnie przez majeranek. Ogólnie wybór siedmiu serdelek w przypadku dżolera trwa około 4 godzin podczas których ekspedientka ma ochotę dopuścić się poczwórnego mordu. Jak już padlina kupiona to jeszcze dżolero bierze ośmiopak "Tatry" i zapierdala do kasy z całym tałatajstwem. Jeżeli jest trzeci w kolejce to już strzępi ryja i domaga się natychmiastowej rozmowy z kierownikiem. Sytuację łagodzi Patka, bo ona ma sposoby. Dżolero podbija do taśmy przy kasie i chyłkiem podaje kasjerce kartę lojalnościową, bo zbiera już sześć lat punkty na waniliowy zapach do beemki. Potem wyciąga plik banknotów, które zebrał po rodzinie żeby błysnąć jak chiński ksenon. A ja mam peperoni i zjebany dzień 😋
Komentarze
Prześlij komentarz