Magia ekstremalnych kolonii...
Troszeczkę mają brudno w portkach pracownicy biura podróży Itaka, bo pod bokiem wyrosła im konkurencja, która się nie pierdoli w jakieś wysyłanie klientów do parku Disneya czy Asterixa, tylko odkryła niszę na rynku turystycznym i organizuje kolonie ekstremalne. Nowa firma to Śląskie Kuratorium Oświaty, która kooperuje udanie z Miejskim Ośrodkiem Pomocy Społecznej z siedzibą w Mysłowicach. W tym roku zorganizowali pierwszy wypad na kolonie do Murzasichla, rzut beretem od Zakopca. Do wyjazdu zakwalifikowało się czterdzieścioro szczyląt, których starzy są traktowani w sklepach Media Markt podobnie jak królowa Elżbieta w pałacu Buckingham. To beneficjenci pakietu +500. Dzieciaki już 5 sekund po przyjeździe były pod ogromnym wrażeniem ekstremalności. Lokal mieszkalny był prawdopodobnie zaadaptowany z budynków po byłym PGR-ze i wyglądał jakby 10 minut przed przybyciem ekstremalnych kolonistów opuścił go huragan Katrina. Pobyt obfitował również w bogatą ofertę gastronomiczną. W każdym pokoju był dostępny catering na zasadzie szwedzkiego stołu, bo ze ścian można było zrywać boczniaka i chyba nawet trufle, a z podłogi także specjały kuchni azjatyckiej, które śmigały świeże po komnatach. Biuro podróży zapewniło dzieciakom również pakiet wycieczek. Głównie do sklepu spożywczego po chrupki i suchy chleb, bo organizatorzy nie trafili w wysublimowany gust kulinarny młodzieży. Ekstremalny był również kącik sanitarny. Był jeden na 43 osoby, więc dzieciaki po dwóch dniach trąciły takim zapachem, że zaczęły być dokarmiane przez okolicznych mieszkańców pokarmem dla skunksów. Dobrze, że w pobliżu była akurat usytuowana bezdotykowa myjnia samochodowa to za piątkę można było spłukać z siebie syf i nawoskować kopyta. W ramach ekstremalnych atrakcji dzieciakom ściągano galoty, a bardziej twardzi zawodnicy mieli zajęcia z zapaśnictwa i mogli dzięki pielęgniarce zapoznać się z chwytem klamrowym Nelsona. Wieczorami gówniarze wydzwaniały do starych, żeby wyrazić swoje ochy i achy w temacie przeżytych emocji. Starzy przybywali do kurortu z prośbą o rezerwację na przyszły sezon. Całą sprawę oczywiście spierdoliły pismaki, które rozpętały piekło. Kuratorium oczywiście odpowiedziało z grubej rury, że placówkę w Murzasichlu wizytował osobiście ich pracownik. Widocznie w ramach PFRON-u kuratorium już zatrudnia niewidomych 😋
Troszeczkę mają brudno w portkach pracownicy biura podróży Itaka, bo pod bokiem wyrosła im konkurencja, która się nie pierdoli w jakieś wysyłanie klientów do parku Disneya czy Asterixa, tylko odkryła niszę na rynku turystycznym i organizuje kolonie ekstremalne. Nowa firma to Śląskie Kuratorium Oświaty, która kooperuje udanie z Miejskim Ośrodkiem Pomocy Społecznej z siedzibą w Mysłowicach. W tym roku zorganizowali pierwszy wypad na kolonie do Murzasichla, rzut beretem od Zakopca. Do wyjazdu zakwalifikowało się czterdzieścioro szczyląt, których starzy są traktowani w sklepach Media Markt podobnie jak królowa Elżbieta w pałacu Buckingham. To beneficjenci pakietu +500. Dzieciaki już 5 sekund po przyjeździe były pod ogromnym wrażeniem ekstremalności. Lokal mieszkalny był prawdopodobnie zaadaptowany z budynków po byłym PGR-ze i wyglądał jakby 10 minut przed przybyciem ekstremalnych kolonistów opuścił go huragan Katrina. Pobyt obfitował również w bogatą ofertę gastronomiczną. W każdym pokoju był dostępny catering na zasadzie szwedzkiego stołu, bo ze ścian można było zrywać boczniaka i chyba nawet trufle, a z podłogi także specjały kuchni azjatyckiej, które śmigały świeże po komnatach. Biuro podróży zapewniło dzieciakom również pakiet wycieczek. Głównie do sklepu spożywczego po chrupki i suchy chleb, bo organizatorzy nie trafili w wysublimowany gust kulinarny młodzieży. Ekstremalny był również kącik sanitarny. Był jeden na 43 osoby, więc dzieciaki po dwóch dniach trąciły takim zapachem, że zaczęły być dokarmiane przez okolicznych mieszkańców pokarmem dla skunksów. Dobrze, że w pobliżu była akurat usytuowana bezdotykowa myjnia samochodowa to za piątkę można było spłukać z siebie syf i nawoskować kopyta. W ramach ekstremalnych atrakcji dzieciakom ściągano galoty, a bardziej twardzi zawodnicy mieli zajęcia z zapaśnictwa i mogli dzięki pielęgniarce zapoznać się z chwytem klamrowym Nelsona. Wieczorami gówniarze wydzwaniały do starych, żeby wyrazić swoje ochy i achy w temacie przeżytych emocji. Starzy przybywali do kurortu z prośbą o rezerwację na przyszły sezon. Całą sprawę oczywiście spierdoliły pismaki, które rozpętały piekło. Kuratorium oczywiście odpowiedziało z grubej rury, że placówkę w Murzasichlu wizytował osobiście ich pracownik. Widocznie w ramach PFRON-u kuratorium już zatrudnia niewidomych 😋
Komentarze
Prześlij komentarz