Magia wojaży zamiejscowych...
Do Turcji udało się małżeństwo z 17-letnim stażem w skład którego wchodzili, Jolanta und Marcin. Po rozpakowaniu gaci z nesesera od razu zaczęli dawać w palnik i to do odcięcia. Sprawnie osuszali barek do tego stopnia, że pozostali turyści delektowali się przymusowo maślanką. Trzeba przyznać, że morska bryza oraz przepiękny krajobraz wpłynąły doskonale na kondycję Jolanty która we współzawodnictwie ze ślubnym górowała i to ze znaczną przewagą. Kiedy podczas kolejnego alkoholowego odcinka specjalnego Marcina nieco zmogło i rozpoczął proces leżakowania, Jolanta postanowiła się trochę orzeźwić w basenie. Kiedy Marcinek błogo komarował jego ślubna spacerowała nagusieńka wokół basenu. Obsługa hotelowa postanowiła wzbudzić jej starego ze śpiączki co oczywiście okazało się być zadaniem trudnym, porównywalnym jedynie do sukcesów terapeutycznych w klinice "Budzik". Po wybudzeniu Marcin najpierw spojrzał w paszport, bo nie bardzo kojarzył jak się nazywa a potem ruszył rozmówić się ze ślubną. Jak ujrzał pełne oprzyrządowanie starej wystawione na widok publiczny to się w nim zagotowało jak w rondlu Magdy Gessler. Musiał oczywiście natychmiast pozbyć się negatywnych emocji a czterech turystów pozbyło się uzębienia. Na posadzce jak szproty leżało dwóch Turków oraz dwóch reprezentantów Federacji Rosyjskiej. Widząc, że to nie przelewki bo nasz zawodnik nie jest mówiąc kolokwialnie z pierwszej łapanki, wydzwoniono policjantów. Strategiczny błąd już wkrótce zebrał żniwo i dwóch mundurowych leżało obok wcześniej pokrzywdzonych. Wynik w pierwszej połowie wynosił zatem 6:0. Wezwano posiłki których liczebność w końcu spowodowała okiełznanie pięściarskiego kunsztu Marcina. Został zatargany na komisariat celem rozpoczęcia prac nad powstaniem pamiętnika sportowca. Na miejscu okazało się, że w naszym rodaku drzemie ukryty talent aranżatora wnętrz i Marcin zaczął gabinet urządzać po swojemu. Przez okno wyleciały odpowiednio w następującej kolejności, faks, ksero, oraz monitor. Tureccy stróże prawa wezwali tłumacza, aby się dowiedzieć gdzie Marcin nabył dekoratorskich umiejętności. Okazało się, że reprezentant Polski jest także wybitnym językoznawcą i błyskawicznie zwrócił uwagę, że tłumacz ma kiepską dykcję. Wkrótce na parkiecie leżał tłumacz i wynik podskoczył do 7:0. 6 osób założyło sprawę Polakowi, jedynie tłumacz odpuścił chociaż nie wytłumaczył dlaczego. Para została deportowana już na początku turnusu i raczej teraz powinna myśleć raczej o kurorcie Ciechocinek, bo w Turcji mają szlaban :P
Do Turcji udało się małżeństwo z 17-letnim stażem w skład którego wchodzili, Jolanta und Marcin. Po rozpakowaniu gaci z nesesera od razu zaczęli dawać w palnik i to do odcięcia. Sprawnie osuszali barek do tego stopnia, że pozostali turyści delektowali się przymusowo maślanką. Trzeba przyznać, że morska bryza oraz przepiękny krajobraz wpłynąły doskonale na kondycję Jolanty która we współzawodnictwie ze ślubnym górowała i to ze znaczną przewagą. Kiedy podczas kolejnego alkoholowego odcinka specjalnego Marcina nieco zmogło i rozpoczął proces leżakowania, Jolanta postanowiła się trochę orzeźwić w basenie. Kiedy Marcinek błogo komarował jego ślubna spacerowała nagusieńka wokół basenu. Obsługa hotelowa postanowiła wzbudzić jej starego ze śpiączki co oczywiście okazało się być zadaniem trudnym, porównywalnym jedynie do sukcesów terapeutycznych w klinice "Budzik". Po wybudzeniu Marcin najpierw spojrzał w paszport, bo nie bardzo kojarzył jak się nazywa a potem ruszył rozmówić się ze ślubną. Jak ujrzał pełne oprzyrządowanie starej wystawione na widok publiczny to się w nim zagotowało jak w rondlu Magdy Gessler. Musiał oczywiście natychmiast pozbyć się negatywnych emocji a czterech turystów pozbyło się uzębienia. Na posadzce jak szproty leżało dwóch Turków oraz dwóch reprezentantów Federacji Rosyjskiej. Widząc, że to nie przelewki bo nasz zawodnik nie jest mówiąc kolokwialnie z pierwszej łapanki, wydzwoniono policjantów. Strategiczny błąd już wkrótce zebrał żniwo i dwóch mundurowych leżało obok wcześniej pokrzywdzonych. Wynik w pierwszej połowie wynosił zatem 6:0. Wezwano posiłki których liczebność w końcu spowodowała okiełznanie pięściarskiego kunsztu Marcina. Został zatargany na komisariat celem rozpoczęcia prac nad powstaniem pamiętnika sportowca. Na miejscu okazało się, że w naszym rodaku drzemie ukryty talent aranżatora wnętrz i Marcin zaczął gabinet urządzać po swojemu. Przez okno wyleciały odpowiednio w następującej kolejności, faks, ksero, oraz monitor. Tureccy stróże prawa wezwali tłumacza, aby się dowiedzieć gdzie Marcin nabył dekoratorskich umiejętności. Okazało się, że reprezentant Polski jest także wybitnym językoznawcą i błyskawicznie zwrócił uwagę, że tłumacz ma kiepską dykcję. Wkrótce na parkiecie leżał tłumacz i wynik podskoczył do 7:0. 6 osób założyło sprawę Polakowi, jedynie tłumacz odpuścił chociaż nie wytłumaczył dlaczego. Para została deportowana już na początku turnusu i raczej teraz powinna myśleć raczej o kurorcie Ciechocinek, bo w Turcji mają szlaban :P
Komentarze
Prześlij komentarz