Magia lajtowej biurokracji...
Z okazji odzyskania prawa jazdy dostałem bonusa w postaci możliwości wyrobienia nowej karty kierowcy. Dla niewtajemniczonych to taka karta do tachografu rejestrująca wyczyny Fletera. Żeby wyrobić ten kawałek plastiku trzeba złożyć wniosek jak kura jaja. Wniosek można ściągnąć z internetu, ale to nie takie kurwa hop siup. Do wniosku jest instrukcja obszerna jak Ryszard Kalisz w pasie. Tam są różne kwiatki i wisienki na torcie. W ramce trzeba złożyć podpis. Szrajbniesz niebieskim flamastrem a w mennicy zrobią z Twojego wniosku samolocik i otworzą okno. Musowo się podszyfrować intensywnym czarnym. Do wniosku trzeba dołączyć kopię prawa jazdy (MAM, MAM :D ) w skali 2:1. Trzaśniesz inaczej- zrobią samolocik i otworzą okno. Koniecznie trzeba załączyć zdjęcie w odpowiednim rozmiarze. Nie z imprezy u szwagra czy z pierwszej komunii świętej tylko takie jak do dowodu. A że co się władza zmieni to jakiś debil zaraz się najara skuna i jeb nowe rozporządzenie. Wyślesz foto w dobrej wierze a potem się okaże iż na zdjęciu powinno być widać lewą nogę, prawe oko i łopatkę. Szkolny błąd= samolocik i otworzą okno. Ponieważ żyjemy w XXI wieku do koperty trzeba władować potwierdzenie zapłaty. Na potwierdzeniu musi być zanotowany numer pesel lub NIP. Zapomnisz- samolocik i otworzą okno. Można to rozkminić, ale koncentracja jak na starcie w formule 1. Na szczęście z pomocą wychodzi naprzeciw jak niewidomy po zakupy Poczta Polska. Żeby dokonać wpłaty stoisz w kolejce tak długiej jak historia PSL-u i możesz przemyśleć swoje życie a jeżeli ktoś jest bystry to może udowodnić jakąś teorię matematyczną. W końcu Jadzia zaprasza do parapetu. Wpłacamy i tak w pewien sposób naiwnie pytamy czy może gdzieś na magazynie ma ksero. Śmiech Jadwigi powoduje, że ptaki przerywają sezon godowy a bociany urlop w Polsce. Kserokopiarki Jadwiga nie ma, ale po cichu sprzedaje info kto ma. Widocznie wcześniej handlowała dragami i stawia na dyskrecję. O dziwo podaje znany nam adres gdzie czterdzieści minut wcześniej kopiowaliśmy prawo jazdy. Mówię do Jadwigi, że będę musiał drugi raz stać w kolejce jak wazon na co Jatka odparowała, że jest poniedziałek i są kolejki ale jutro już nie będzie. Więc doradziłem, że gdyby miała zawał w dzień to po karetkę niech dzwoni w nocy, bo wtedy w mieście nie ma korków. Po ostatnim pożegnaniu Jadwigi lecimy sprintem skopiować dowód wpłaty. Koniecznie na białym arkuszu w skali 1:1. Inaczej wiadomo- samolocik i otworzą okno. Wpłata jest, kopie wszystkich kwitów są, pisemna zgoda pradziadków z obu stron jest więc zapierdalamy do drugiego oddziału Poczty Polskiej. Kolejka ciut mniejsza, praktycznie sami seniorzy z wpłatami za abonament radiowo-telewizyjny. Z regału bierzemy dwie koperty narażając się na oskarżenie o kradzież (w placówce jest więcej kamer niż kurwa w Polsacie) i elegancko wypisuję adresy. Po odwaleniu przepięknej kaligrafii i 20 minutach w kolejce dostąpiłem zaszczytu i okazałem się godzien. Przyznaję się do zagarnięcia dwóch kopert formatu A4 a Jadzia numer 2 czyni rozpytanie posługując się nomenklaturą pocztowców czyli czy priorytet, polecony a może kurierem. Ponieważ mam do wysłania dwie koperty gaworzę do Jadwigi numero duo:
* Jeden niech miła pani rzuci tam poleconym providentem, a drugi poleconym zwykłym ale z potwierdzeniem odbioru.
Jadzia jeb, następne osiemnaście kwitków do wypełnienia. Paleta barw taka, że w BWA to mają widocznie dwa flamastry. Już ciśnienie jest jak napięcie potrzebne do zasilenia betoniarki. I to mówię o tym dolnym. Jadwiga widzi, że mi słabo to się zaczęła litować i powiedziała że jak wypełnię to mogę wrócić bez koleiki. To samo powiedziała takiej kobiecie co stała za mną. Babka tak zdrowo po 80-tce zaczęła tak wywijać Zenitem jakby się w 1939 spieszyła z ewakuacją przed harcerzami wujka Adolfa. Oczywiście wygrała zawody i musiałem się pogodzić z utratą gwarantowanego miejsca. Po odwaleniu kolejnego turnusu Jadwiga stuknęła parę razy w kalkulator, ale tak bardziej z prawej i podsumowała. Usługa kosztowała 15, 60 zeta i jakieś dwa lata życia :P
Z okazji odzyskania prawa jazdy dostałem bonusa w postaci możliwości wyrobienia nowej karty kierowcy. Dla niewtajemniczonych to taka karta do tachografu rejestrująca wyczyny Fletera. Żeby wyrobić ten kawałek plastiku trzeba złożyć wniosek jak kura jaja. Wniosek można ściągnąć z internetu, ale to nie takie kurwa hop siup. Do wniosku jest instrukcja obszerna jak Ryszard Kalisz w pasie. Tam są różne kwiatki i wisienki na torcie. W ramce trzeba złożyć podpis. Szrajbniesz niebieskim flamastrem a w mennicy zrobią z Twojego wniosku samolocik i otworzą okno. Musowo się podszyfrować intensywnym czarnym. Do wniosku trzeba dołączyć kopię prawa jazdy (MAM, MAM :D ) w skali 2:1. Trzaśniesz inaczej- zrobią samolocik i otworzą okno. Koniecznie trzeba załączyć zdjęcie w odpowiednim rozmiarze. Nie z imprezy u szwagra czy z pierwszej komunii świętej tylko takie jak do dowodu. A że co się władza zmieni to jakiś debil zaraz się najara skuna i jeb nowe rozporządzenie. Wyślesz foto w dobrej wierze a potem się okaże iż na zdjęciu powinno być widać lewą nogę, prawe oko i łopatkę. Szkolny błąd= samolocik i otworzą okno. Ponieważ żyjemy w XXI wieku do koperty trzeba władować potwierdzenie zapłaty. Na potwierdzeniu musi być zanotowany numer pesel lub NIP. Zapomnisz- samolocik i otworzą okno. Można to rozkminić, ale koncentracja jak na starcie w formule 1. Na szczęście z pomocą wychodzi naprzeciw jak niewidomy po zakupy Poczta Polska. Żeby dokonać wpłaty stoisz w kolejce tak długiej jak historia PSL-u i możesz przemyśleć swoje życie a jeżeli ktoś jest bystry to może udowodnić jakąś teorię matematyczną. W końcu Jadzia zaprasza do parapetu. Wpłacamy i tak w pewien sposób naiwnie pytamy czy może gdzieś na magazynie ma ksero. Śmiech Jadwigi powoduje, że ptaki przerywają sezon godowy a bociany urlop w Polsce. Kserokopiarki Jadwiga nie ma, ale po cichu sprzedaje info kto ma. Widocznie wcześniej handlowała dragami i stawia na dyskrecję. O dziwo podaje znany nam adres gdzie czterdzieści minut wcześniej kopiowaliśmy prawo jazdy. Mówię do Jadwigi, że będę musiał drugi raz stać w kolejce jak wazon na co Jatka odparowała, że jest poniedziałek i są kolejki ale jutro już nie będzie. Więc doradziłem, że gdyby miała zawał w dzień to po karetkę niech dzwoni w nocy, bo wtedy w mieście nie ma korków. Po ostatnim pożegnaniu Jadwigi lecimy sprintem skopiować dowód wpłaty. Koniecznie na białym arkuszu w skali 1:1. Inaczej wiadomo- samolocik i otworzą okno. Wpłata jest, kopie wszystkich kwitów są, pisemna zgoda pradziadków z obu stron jest więc zapierdalamy do drugiego oddziału Poczty Polskiej. Kolejka ciut mniejsza, praktycznie sami seniorzy z wpłatami za abonament radiowo-telewizyjny. Z regału bierzemy dwie koperty narażając się na oskarżenie o kradzież (w placówce jest więcej kamer niż kurwa w Polsacie) i elegancko wypisuję adresy. Po odwaleniu przepięknej kaligrafii i 20 minutach w kolejce dostąpiłem zaszczytu i okazałem się godzien. Przyznaję się do zagarnięcia dwóch kopert formatu A4 a Jadzia numer 2 czyni rozpytanie posługując się nomenklaturą pocztowców czyli czy priorytet, polecony a może kurierem. Ponieważ mam do wysłania dwie koperty gaworzę do Jadwigi numero duo:
* Jeden niech miła pani rzuci tam poleconym providentem, a drugi poleconym zwykłym ale z potwierdzeniem odbioru.
Jadzia jeb, następne osiemnaście kwitków do wypełnienia. Paleta barw taka, że w BWA to mają widocznie dwa flamastry. Już ciśnienie jest jak napięcie potrzebne do zasilenia betoniarki. I to mówię o tym dolnym. Jadwiga widzi, że mi słabo to się zaczęła litować i powiedziała że jak wypełnię to mogę wrócić bez koleiki. To samo powiedziała takiej kobiecie co stała za mną. Babka tak zdrowo po 80-tce zaczęła tak wywijać Zenitem jakby się w 1939 spieszyła z ewakuacją przed harcerzami wujka Adolfa. Oczywiście wygrała zawody i musiałem się pogodzić z utratą gwarantowanego miejsca. Po odwaleniu kolejnego turnusu Jadwiga stuknęła parę razy w kalkulator, ale tak bardziej z prawej i podsumowała. Usługa kosztowała 15, 60 zeta i jakieś dwa lata życia :P
Komentarze
Prześlij komentarz