Kościół leci z postępem.
Niedawno gruchnęła wieść, że padre Andrzej Dębski, były wydawca i prowadzący program "Ziarno" oraz magazyn "Pod twoją obronę", rzecznik prasowy archidiecezji białostockiej oraz kapelan zespołu piłki kopanej Jagiellonia, mimo natłoku zajęć, znajdował czas na doznania w sferze cielesnej. W internetach zapoznał Aleksandrę, której zaczął składać propozycje, a to że będzie jego prywatną szmatą, to z kolei że będzie jego suką spełniającą zimne zachcianki. Wydawało się, że Olkę kręcą takie klimaty i dojdzie w końcu do realizacji, a Andrzej będzie grzmocił jak piorun w jabłoń. Niestety Jędrek się trochę za wcześnie wysprzęglił, że lata zawodowo w sukience, bo obiecał nowo poznanej dziuni, że będzie pierwszą wyruchaną, nie na zdezelowanej wersalce, ale w gabinecie metropolity białostockiego. Niby splendor, ale jak się okazało, nie dla Olki. Kiedy wielebny dorzucił do puli pakiet "będziesz poniżana, biedna i wykorzystywana" , jarzyna zamiast zapierdalać do autoryzowanego dealera Intimissimi, po cycenchalter oraz koronkowe gacie, ta poleciała do pismaków z gorzkimi żalami, a ci rozpętali prasowe piekło. Koniec końców, Andrzej został odsunięty od zadań oraz wyłapał bana na bieganie w odzieży roboczej, w celu przyschnięcia sprawy. Jędrek jest synem emerytowanego radnego prawa i sprawiedliwości, żeby było jasne. Nie rozpoczęła się żadna konkretna dyskusja na temat bezsensowności celibatu, bo on nie jest kościołowi na rączkę. Dziedziczenie, nie daj panie alimenty, to dla kościoła żaden biznes. Zresztą księża wolą poruchać na boku i wrócić do siebie na kwadrat, niż się ładować w przestawianie mebli czy też domaganie remontu przez kobiety, znane z takich właśnie pasji.
W dniu wczorajszym, natknąłem się na info o innym ananasku w sutannie. Mowa o duszpasterzu Łukaszu Gołębiewskim, kapelanie biskupa Dydycza , jego byłym sekretarzu, a obecnie dyrektorowi Caritasu w hrabstwie Drohiczyn. Jak wiadomo na ksieży czyha wiele pokus, jak na przykład nagrzani jak piec w restauracji Madzi Gessler, dziesięciolatków. W przypadku wielebnego Łukasza, pokusą okazał się, pełnoletni Seba, który się w tańcu nie pierdolił, tylko przeszedł z miejsca do meritum. Zaproponował spotkanie, a duszpasterz marzenie o figlach na tapczanie, jako człowiek otwarty i nikogo niewykluczający, jak najbardziej podzielał. Sebastian sprawił, że wielebnemu konar płonął w cyklu całodobowym, a stało się tak za sprawą obietnicy "będzie ostro jak się spotkamy" na co padre odparował "bardzo bym chciał". Sebę nurtowała niepewność co do tego, czy jego dziura (glory hole) to wytrzyma. Doświadczony w te klocki duszpasterz uspokajał, że wytrzyma, bo już niejednym śmigłem kręcił. Zapraszał Sebastiana do siebie na kwadrat. W Warszawie. Okazało się, że Seba ma 24 lata i robił z Łukaszem w jednej firmie, a mianowicie w kościele katolickim. Poinformował on zwierzchników o zalotach Gołębiewskiego, który ślubował żywot w czystości, ale sprawę zamieciono pod dywan, argumentując, że chodzi o dobro kościoła. Scenariusz dobrze znany. Żebym nie wyszedł na jakiegoś pojeba, orientacja seksualna obu panów jest mi obojętna i niech każdy sypia jak uważa. Natomiast pojebane jest coś innego. Hipokryzja oraz obłuda hierarchów kościelnych, którzy mamroczą o życiu w czystości, miłości fizycznej po wypowiedzeniu sakramentalnego "Tak" oraz o tym, że związek to jedynie kobieta i mężczyzna. Natomiast nie spodziewam się żadnych zmian, gdyż obłuda i hipokryzja są w Polsce, powszechnie akceptowane.
Komentarze
Prześlij komentarz