Dyspepsja NARODOWA.
Zakończyła się zbiórka, a zaczęła sraczka. Dotknęła sporą część narodu. 22 i pół banki na ojca dyrektora, byliby w stanie zrozumieć, ale na dron dla ukraińskiej armii ni chuja. Argumentem kluczowym w internetowej patodebacie, najczęściej był taki, że "zbiórki pieniędzy na chore, polskie dzieci, tak ładnie nie idą". Nie idą, bo nie jesteśmy w stanie pomóc każdemu dziecku. Niech państwo przestanie rozpierdalać publiczne pieniądze, to będą środki na leczenie. Półtora miliarda złotych na dwa kominy w Ostrołęce wywalone, a to jeszcze trzeba zburzyć. Terapia SMA to koszt 9 i pół miliona złotych, a więc można było pokryć leczenie 157 dzieci. Co roku na pensje dla księży i katechetów, idzie jakiś 1,8 mld złotych. 189 dzieciaczków miałoby szansę na wyleczenie, ale lekcje religii są ważniejsze. Nie tylko od zdrowia dzieci, ale również od lekcji wychowania fizycznego i dzieci chodzą powyginane jak liście paproci. Oczywiście jest mnóstwo innych, dotykających dzieci schorzeń, także dotkliwych. Są również inne wydatki państwa, a w zasadzie wywalanie kasy w błoto z którego, część środków finansowych idzie do znajomych królika. Mówię tutaj o środkach publicznych. Nie o prywatnym hajsie Polaków, bo to co z nim robią, jest ich prywatną sprawą. Tak było podczas zbiórki Sierakowskiego, która wzbudziła tak ogromne kontrowersje. Kto chciał wpłacił i frugo. Kto nie chciał, jego brocha. Tak samo w przypadku zbiórek na leczenie dzieci, zwierząt. To każdego prywatna decyzja. Jak zwykle najbardziej drą japy ci którzy nic nie wpłacili, ale najbardziej im doskwiera ból dupy. W państwie w jakim obecnie żyjemy, zbiórek będzie coraz więcej. Jeśli rządzący szastają bez sensu pieniędzmi z moich podatków, to niech się reszta odpierdoli od tego, co robię z prywatnymi. Rydzykowi niech zaglądają do kieszeni, bo on nie pracuje, a ma.
Komentarze
Prześlij komentarz